Naciśnij „Enter” aby pominąć

Złotokapy mnie oblazły i gryzą

Król Bruno Petrowicz Catalan, w swojej nieskończonej mądrości, wysmarował na forum Skarlandu intrygujący post. Większość z Was pewnie nie zawraca sobie głowy kontynentalnym łez padołem, jakim jest kraniec śmietnika darmowefora.pl, więc nie wie co to takiego Santera. Nie żebym Was winił, ja też do tej pory nie wiedziałem, mimo tego, że zakładałem, że większość rzeczy na Pollinie już widziałem. W każdym razie, dzięki mym wzmożonym wysiłkom, mogę proklamować się ekspertem we wszelkich sprawach santerskich. Mój autyzm doprowadził do sytuacji, w której mam pewnie większe pojęcie o bieżącej dynamice Santery, niż jej zadeklarowani „obywatele”, oddani odwiecznemu rytuałowi „wysyłania”, „kupowania” i niechętni obcym, rozprawiającym nad sensem prowadzenia tego typu mikro… no właśnie czego? nacji?

Prawdopodobnie i tak tą jedną wypowiedzią przebiję całość oryginalnej pracy w Santerze od początku roku 2020, ale rzeczowe odpowiadanie na te wyssane z palca teorie spiskowe stworzone przez ludzi, którzy nie bez przyczyny są przyjmowani na pollińskich salonach z politowaniem trochę mija się z celem.

„Otóż od lat Dreamland prowadzi wojnę z Sarmacją o miano lidera i dominanta pośród państw wirtualnych oraz wydumaną strefę wpływów. Każde państwo które nie przyznaje Dreamlandowi supremacji nad Sarmacją jest uznawane za niegodne by istnieć. Zaś te przydatne w polityce prowadzonej przez Dreamland lub mu sprzyjające są tolerowane, a nawet chwalone i nie ma znaczenia że są to czasem twory 1 obywatela, które znikają po 2-3 miesiącach.”

Bruno Petrowicz Catalan

Jedyne, czego jeszcze na ten temat nie powiedziałem, a chciałbym powiedzieć, to myśl, że Santera nie jest dostosowana do naszych czasów. Zatrzymała się narracyjnie w latach 50. (w zasadzie to zatrzymały się tam pojazdy, które ochoczo się w Santerze rejestruje), technicznie w latach 2000., a mentalnie na poziomie siedmiolatka (takiego, który wpierdala kredki pastelowe), więc nie dajcie się tu zwieść krasomówstwem uprawianym na forach zagranicznych – mamy do czynienia z wyjątkowo uproszczonym modelem symulowania obywateli. Jednoosobowy gang Olsena założył sobie, że niewielu ludzi przebija jego własne IQ, więc stosuje sztuczki, które na dobrą sprawę niewielu nabiorą. Wskazanie ich palcem zdaje się być nie tyle motywatorem do zmiany taktyki, co powodem soczystego bólu odbytu. Co jest akurat dobre.

Delirium wypływa jednak poza granice, zbiorowe wdychanie oparów benzyny z licznych santerskich ciągników rolniczych doprowadziło do stworzenia świata równoległego, w którym swe miejsce znalazł również opisywany powyżej Dreamland. Dreamlandzka wojna z Sarmacją o pozycję lidera toczy się w zagięciach czasoprzestrzeni: miejsca i czas zazębiają się:

Kombajn wyjeżdża poza horyzont zdarzeń.

Czarna dziura zasysa kolekcję kutrów.

W Kancelarii Królewskiej w końcu pojawia się petent.

Nie trzeba się z niczego tłumaczyć (tak! nie trzeba się z niczego tłumaczyć!)

Teraz chodźmy do sklepu, kupić więcej chemii budowlanej.

Nagłą decyzję o odejściu z ISM przyjmuję z pewnym zdziwieniem, choć w sumie zastanawia mnie czy nie jest to strategia na usunięcie Santery z przestrzeni publicznej na jakiś czas, przeczekanie największego smrodu i powrót w chwale za 2 miesiące, gdy opinia publiczna zdąży o sprawie całkowicie zapomnieć (co samo w sobie może nie być rzeczą do końca złą).

Natomiast dzięki Santerze przypomniałem sobie o tak palącej kwestii jak próba klasyfikacji co to właściwie jest mikronacja. Doktryna micronation dawała tu pewne jasne wskazówki ale w zasadzie była ona deklaracją przede wszystkim o znaczeniu politycznym.

Podobnie jak na powyższym charcie można spróbować dokonać klasyfikacji mikronacji na podstawie jej infrastruktury systemowej jak i zgodności z ogólną doktryną bycia mikropaństwem.

Opis sporu o strukturę systemową można skrócić do zrelacjonowania głównego założenia traktatu Brunlandzkiego. Im bardziej mikronacja, w swoim istnieniu, opiera się na prostocie słowa pisanego i rękodzieła, tym bardziej jest mikronacyjna. Złośliwi mogliby natomiast stwierdzić, że im mniejsze ktoś ma pojęcie o technicznych aspektach tworzenia stron, tym bardziej jest mikronacyjny. Swego czasu bardzo popularnym określeniem była „forumnacja”, dyskredytująca wirtualne państwo z racji braku rzeczywistych zewnętrznych systemów. Przykładem, który w zasadzie rozbija teorię o słabości tego typu krajów może być choćby Bialenia, która w zasadzie od początku swego istnienia funkcjonuje na niezwykle skąpej infrastrukturze, plasując wysokie miejsce w rankingach ale nie nosząc już raczej na sobie piętna tymczasowego wykwitu nordyckiego. Z drugiej strony istnieją projekty pokroju Leocji, która w niezwykłym tempie pozyskała większość rynku mikroświatowego – tu należałoby się zapytać czy leży to bardziej w sympatycznym usposobieniu jej Namiestników, czy też postawieniu na ważne i od lat wyczekiwane projekty infrastrukturalne, które zbliżyły do siebie społeczność międzynarodową, skupiając ją nigdzie indziej, tylko właśnie w Nowym Brzegu.

Doktrynalnie mikronacja, czy po prostu wirtualne państwo, zajmuje się symulacją istnienia państwa w wybranym spektrum aspektów. Można by tu z pamięci wymienić takie kwestie jak prasa, prawodawstwo, sądownictwo, przedsiębiorczość i politykę. Tak niemniej, od lat widzi się trendy zmierzające ku ograniczeniu prawodawstwa, co sprzyja wymieraniu polityki. Na dobrą sprawę – na dzień dzisiejszy nie ma na Pollinie państwa, które mogłoby się pochwalić zdrową polityką. Jednym ciągiem możemy także dodać, że zamiera reszta w.w. aspektów, sumarycznie – w mirkonacjach niewiele się dzisiaj w klasycznym sensie dzieje. Tak niemniej – i w tym rozkładzie dostrzec można pewne modele. Ponownie, Leocja, którą określić by można mianem absolutyzmu oświeconego, jest miejscem o wykładniczym przyroście masy obywatelskiej. Masy obywatelskiej znajdującej sobie zajęcia w sprawach absolutnie odległych od tego, co o mikronacji wyczytać można z artykułu na Wikipedii. Tu należałoby jednak wskazać na pewną istotną wadę – dla zebranych nie liczy się bowiem system, tylko kto dzierży w nim koronę. Odejście Namiestników na rzeczywistą mikronacyjną emeryturę posłałoby i Leocję – do piachu.

Ciekawym i wartym wspomnienia, przypadkiem jest chory człowiek Nordaty – Muratyka. Tu wybory prezydenckie dalej niosą ze sobą niesamowite emocje. Polityczna gra odbywa się w najlepsze ale brakuje w niej stateczności. Elementu hamującego. Ostatecznie, co to za zwycięstwo, jeżeli wygra jeden, a pozostali z miejsca rezygnują z obywatelstwa. Strukturalnie jest tu nieźle. Mimo wszystko, gdyby w grę weszły jakieś rzeczywiste kwoty, być może projektem zajęto by się na serio, choć pewnie stateczność zabiłaby to, co rzeczywiście przyciąga tych ludzi do walki o prezydencki stołek.

Gdzieś na szarym końcu doktrynalno-strukturalnego radykalizmu znajduje się Santera. Nie ma w niej ani rzeczywistego wkładu własnego obywateli ani prawdziwej polityki. Jest za to forum, mieniące się mikronacją, na które na siłę wkleja się obrazki z opisami.

Jeden komentarz

  1. m2.r m2.r Autor wpisu | 12 stycznia 2022

    Temu artykułowi przypadnie zaszczyt bycia pierwszym tekstem opublikowanym z myślą o SAZu. #Testy_przeszły_pomyślnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.